Happy Fourth of July

Jasper Johns
Jasper Johns
Amerykański Dzień Niepodległości chyba nie mógłby bardziej różnić się od naszego 11 listopada. Inny jest wymiar i znaczenie święta- Amerykanie w tym roku cieszą się 236 latami wolności (przy okazji polecam gorzki opis amerykańskiej wolności Jonathana Franzena w powieści o tym samym tytule), a my celebrujemy nie uzyskanie, lecz chwilowe odzyskanie niepodległości niecałe sto lat temu.

Inna jest pogoda – czwartego lipca masz obowiązek wygrzewać się z rodziną przy grillu, podczas gdy na początku listopada możesz tylko z rozrzewnieniem wspominać wakacje lub czekać na śnieg wśród najgorszej jesiennej pluchy. Inna jest muzyka – podczas gdy my śpiewamy naszą bojową Rotę o Niemcu plującym nam w twarz, Amerykanie są torturowani hitami Toma Petty i Neila Diamonda i Bruce'a Springsteena o tym jak to pracownik rafinerii dostaje karabin w dłoń by zabijać żółtego człowieka.





Inne są tradycje – my oglądamy akademie dzieci w wieku podstawówkowym śpiewające moją ulubioną “Pierwszą Brygadę” o tym jak idą “na stosssss,” a oni oglądają gigantyczne pokazy fajerwerków na które np. w 2007 roku wydano 900 milionów dolarów. W tym roku wiele zachodnich stanów zrezygnowało z pokazów fajerwerków z powodu szalejących tam pożarów.

Inaczej się przystrajamy - w Polsce pan dozorca wywiesza jedną flagę na kamienicy, w Stanach wszystko tonie w pasach i gwiazdach.

11 listopada nie utożsamiamy z żadną konkretną potrawą (może szkoda?), a jeśli w Stanach nie zjesz hotdoga lub hamburgera czwartego lipca to nie jesteś prawdziwym Amerykaninem. A no i oczywiście piwko, tak żeby naprawdę już nie dało się wstać. Amerykanie mają w tym roku zjeść 150 milionów hotdogów (na 300 milionów mieszkańców).



Inne narody, inne święta, inne tradycje, inna historia. Może szkoda, że tak trafiliśmy z pogodą. Może pocieszymy się trochę bardziej patriotycznie na słonecznego 3 Maja, albo 4 czerwca, choćby tak, jak cieszyliśmy się podczas Euro?

Jeśli chcesz poświętować z Amerykanami

Zamiast opychać się hotdogami lub hamburgerami (choć jeden z ciężarówki Bobby Burgera jeżdżącej po Warszawie na pewno nie zaszkodzi), możemy poświętować z Amerykanami jedząc kolbę kukurydzy z grilla, krewetki z sosem miodowo-barbecue (gourmet.com) lub przepyszną key lime pie, lekką cytrynową tartę.

Jako ścieżkę dzwiękową polecam przewrotną playlistę złożoną przez MTV, które też ma dosyć wspomianych wyżej Toma Petty czy Bruce'a Springsteena, na której znajdują się “National Anthem” Lany Del Rey, gdzie “pieniądze to hymn sukcesu,” “Fireworks” Animal Collective i nieśmiertelnie kiczowate Lady Gaga (“Americano”) i Katy Perry (“Firework”). Ale klasyka "American Pie" Dona MacLeana też zawsze warto posłuchać.
Trwa ładowanie komentarzy...