Zabójczy tydzień dla Mitta

Romney doczekał się słynnego meme'a z Hillary Clinton piszącą na BlackBerry
Romney doczekał się słynnego meme'a z Hillary Clinton piszącą na BlackBerry
Niejeden komentator nazwał już kampanię Mitta Romneya jedną z najgorszych kampanii prezydenckich w historii. Jak pamiętamy z 2000 roku, w amerykańskich wyborach wszystko się może wydarzyć, ale ostatni tydzień może być gwoździem do trumny najsłynniejszego mormona Ameryki, włącznie z nagraniem “Romney Unplugged” na którym nazywa połowę społeczności amerykańskiej “ofiarami,” upublicznieniem zeznań podatkowych, pokazujących, że zapłacił więcej podatków niż musiał, oraz występem w latynoskiej telewizji, gdzie makijażysta niefortunnie zmienił rasę kandydata.

Mitt Romney ma problem. Problem z procentami, choć jako przykładny mormon nie pije alkoholu. Większość amerykańskich mediów nie pozostawiło w zeszłym tygodniu na na kandydacie suchej nitki, a wielu konserwatywnych komentatorów zdystansowało się od słynnego już przemówienia o wyborcach Obamy. Romney zbiera najgorsze notowania w historii kampanii – wg. sondażu Pew Research Center jest najmniej lubianym kandydatem na prezydenta.



Problem z procentami #1

Najgłośniejszą wpadką tej kampanii było przemówienie Romneya, nagrane potajemnie na prywatnej kolacji fundraisingowej, gdzie miejsce przy stole kosztowało, bagatela, 50 tysięcy dolarów. Nagranie, które ukazało się na portalu Mother Jones, zdobył James Carter IV, wnuk 39-ego prezydenta Stanów Zjednoczonych, którego prezydencja była niejednokrotnie obsmarowywana przez kampanię Republikanów.

Na nagraniu Romney twierdzi, że te 47%, Amerykanów, które z pewnością zagłosują na Obamę, nie płaci podatku dochodowego, będąc “ofiarami,” żyjącymi na koszt państwa, i których on nigdy nie będzie w stanie przekonać, żeby stali się odpowiedzialni i przejęli kontrolę nad własnym życiem.

Media natychmiast rzuciły się by analizować słynne 47%. Romney nie kłamał. Prawie połowa Amerykanów nie płaci podatku dochodowego. Ale nietrudno sprawdzić, że z tych 47% prawie 2/3 płaci podatek od wynagrodzeń, a większość z nich także płaci różne podatki stanowe, lokalne i od nieruchomosci. Duża część osób, które nie płacą podatku dochodowego to ludzie starsi, którzy zresztą najczęściej oddają swoje głosy w wyborach na republikańskich kandydatów. (cbsnews.com)

A Romney po prostu wsadził wszystkich do jednego worka “ofiar losu,” żerujących na systemie, pokazując brak wyczucia, wyrafinowania i dystansując się od przeciętnego Amerykanina jeszcze bardziej niż dotychczas. Ukazuje się jako oddalony od rzeczywistości bogacz, który zazwyczaj nie ma pojęcia o czym mówi. W przeciwieństwie do Obamy, który jako wielbiciel piwa, napoju amerykańskiej klasy średniej i pracującej, nie ma podobnych problemów z procentami.

Z Romneyem zgadza się profesor Henryk Domański, który udzielił wywiadu dla natemat.pl, któremu serdecznie polecam tekst z wczorajszego New York Times'a, gdzie będąca niegdyś na zasiłku matka opowiada o amerykańskim systemie socjalnym i mentalności osób od niego zależnych, która jest daleka od mentalności “ofiary.”

Jak zwykle pięknie komentuje sprawę Jon Stewart, który wylicza kto jest w owych 47%, pokazując taśmę z nagraniem matki Mitta Romneya. Pani Romney mówi na niej, że ojciec kandydata, George, w swoim czasie także był beneficjentem pomocy socjalnej.

Romney strzelił sobie w stopę także na arenie polityki międzynarodowej podczas nieszczęsnej dla niego kolacji. Powiedział, że nie wierzy w proces pokojowy w konflikcie izraelsko-palestyńskim, tłumacząc, że przecież wszyscy Palestyńczycy dążą do całkowitej destrukcji Izraela. Jak podkreśla Mother Jones, partia republikańska w swoim programie deklaruje, że całkowicie popiera powstanie państwa palestyńskiego, i choć Romney unika definitywnych wypowiedzi na ten temat, w wywiadzie dla izraelskiego Haaretz, także poparł tzw. 'rozwiązanie dwupaństwowe.' Odpowiadając na pytanie co zrobić z kwestią palestyńską, powiedział, że należy sprawę przeciągać jak najdłużej, mając nadzieję, że rozwiązanie samo się znajdzie.


Problem z procentami #2

Nie dość, że z komentarzy Romneya wynika, że nie zagłosowałby na niego własny, niepłacący podatków tatuś, zeznanie podatkowe kandydata powinno zdyskwalifikować go z wyścigu o fotel prezydencki według... samego Romneya.

W piątek kampania Romneya upubliczniła zeznania podatkowe kandydata.

Księgowi Romneya wykonali łopatalogicznie prostą operację, by kandydat zapłacił więcej niż 13% podatku w 2011 roku, żeby kłamstwem nie stały się zapewnienia w wywiadzie dla ABC News parę miesięcy wcześniej, że nigdy nie zapłacił fiskusowi mniej. W związku z czym, państwo Romneyowie nie odpisali sobie od podatku połowy datków na cele charytatywne, których rzeczywiście było bardzo dużo – prawie 1/3 ich przychodu - płacąc w efekcie 14.1% rządowi Stanów Zjednoczonych.

Na nic zdała się ta karkołomna, acz oczywista machinacja, gdyż media natychmiast wyciągnęły inną wypowiedź Romneya, który powiedział w lipcu, że “nie płaci więcej niż jest zobowiązany przez prawo,” i, że “myśli, że gdyby płacił więcej, niż byłby zobowiązany, nie byłby kompetentnym kandydatem na prezydenta.”

Ironii temu wszystkiemu dodaje jeszcze fakt, że państwo Romneyowie, którzy zarobili $21.6 milionów dolarów w zeszłym roku, zapłacili tylko o 0.5% więcej podatku niż najbiedniejsi Amerykanie, jak wylicza The Daily Beast.

Problem z procentami #3

Gdyby wyścig zależał od ilości kubków na kawę z wizerunkami kandydatów sprzedanych w sieci sklepów 7/11 na terenie całych Stanów Zjednoczonych, Romney już spokojnie mógłby się pożegnać z wyścigiem - przegrywa 58% do 42%. Możnaby obwiniać za tę porażkę fakt, że ‘Mittens’ nie pija kawy, albo, że 7/11 to sieć tanich, przydrożnych sklepów, a nie luksusowych delikatesów, ale wynik ten praktycznie pokrywa się z najnowszym sondażem Pew Research Center.

I jeszcze jeden problem...

Jakby Romney miał mało problemów z procentami, makijażysta programu telewizyjnego 'Univision' adresowanego do Latynosów, przyczynił się do prawdziwej PR-owej katastrofy dla republikanina. Romney pojawił się na antenie podczas “Meet the Candidate” w środę wieczorem, by zawalczyć o głosy hiszpańskojęzycznych mieszkańców USA, ale jak mówi ABC News, mało kto skupił się na jego przekazie politycznym, lecz na kolorze jego twarzy, którą makijazysta przypudrował na conajmniej pomarańczowo, sprawiając wrażenie, że Romney próbuje upodobnić się do latynoskiej widowni.



Tajne nagranie z kolacji znów dostarcza nam tu niezwykłej ironii, gdyż Romney żartował tam sobie, że gdyby jego ojciec rzeczywiście był Meksykaninem, a nie tylko Amerykaninem urodzonym w Meksyku, to miałby większe szanse w wyścigu o fotel prezydencki (dziadek Romneya przeniósł się tam, gdyż w Stanach prawo zabraniało mu posiadania więcej niż jednej żony)

No i cóż się tu dziwić Ann Romney, (jedynej) żonie kandydata, która prosiła w Radio Iowa: “Przestańcie. Ciężko jest. Chcecie spróbować? Sami wejdźcie do ringu,” dodając później, że wszyscy muszą sobie zdać sprawę jakie mają szczęście, że Mitt, z “jego kwalifikacjami, doświadczeniem oraz know-how może mieć szanse rządzić tym państwem.” ...
Trwa ładowanie komentarzy...