Comeback Obamy, Romney nie unika gaf, a kobiety na pierwszym planie

mediabistro.com
mediabistro.com mediabistro.com
Ostra w tonie, gestach i słowach wczorajsza debata w Hempstead, w stanie Nowy Jork, zakończyła się wygraną dla prezydenta, który powraca do formy po kiepskim występie w Denver. Obama zrobił to co miał zrobić, komentatorzy są pełni podziwu, a niezdecydowani wyborcy wskazują, że to on właśnie wygrał debatę. Choć Romney zdobył w ostatnich tygodniach poparcie wśród kobiet, może to się zmienić po kilku wpadkach podczas wczorajszej debaty.

Choć jeszcze parę tygodni temu pisałam o 'zabójczym tygodniu Mitta,' sytuacja zdecydowanie odwróciła się na rzecz republikanina po bardzo słabym występie zmęczonego, zdekoncentrowanego prezydenta w pierwszej debacie w Denver. Przed wczorajszą, drugą debatą prezydencką sondaże pokazywały bardzo niewielkie różnice między kandydatami: od 3-4 do 1 punktu procentowego. Wśród zarejestrowanych wyborców Obama miał bardziej zdecydowaną przewagę, ale wśród 'prawdopodobnych' głosujących, Romney wygrywał nawet czterema procentami.


Najbardziej zaskakująca w sondażu USA Today była jednoprocentowa przewaga Romneya wśród niezdecydowanych kobiet, a to właśnie kobiety stanowią tradycyjną bazę wyborców Obamy, o czym rozmawialiśmy wczoraj podczas przeglądu prasy na serwisie HuffPost Live. Warto wspomnieć, że podczas poprzednich debat nie poruszone zostały tzw. 'womens issues,' jak np. aborcja czy antykoncepcja.

Wczoraj zaś, w Hampstead (gdzie się zresztą urodziłam) kobiety odegrały pierwszoplanową rolę. Piotr Tarczyński ubiegł mnie w zacytowaniu najpopularniejszego, najśmieszniejszego i jednego z najbardziej kontrowersyjnych momentów debaty, więc odsyłam do jego bloga na ten temat. Odpowiadając na pytanie o równą płacę dla kobiet, Romney pochwalił się rekrutacją podczas swojej gubernatury, gdy przyniesiono mu “segregator pełen kobiet” - co w niesłychanie szybkim tempie podchwycili internauci, m.in. na blogu 'binders full of women.'

Candy Crowley, moderatorka z CNN była pierwszą kobietą która prowadziła debatę prezydencką od dwudziestu lat. Carole Simpson, jej poprzedniczka, słusznie wspomniała w publicznym radiu, że mimo, że podczas tej kampanii kobiety dostały dwie z czterech debat, to były to te debaty mniej prestiżowe – wiceprezydencka, którą prowadziła Martha Raddatz – i debata w formacie “town hall,” gdzie pytania zadaje publiczność, a moderator ma dużo mniejsze pole manewru i ograniczoną możliwość zadawania pytań.

Oba sztaby były poddenerwowane wypowiedziami Crowley, która przed debatą mówiła, że nie będzie powstrzymywać się od zadawania pytań uzupełniających. I się nie powstrzymała.

Nie dość, Crowley mocno zaznaczyła swoją obecność podczas debaty, musztrując kandydata republikanów by usiadł i stanowczo przerywając mówiącym. Burzę wywołała wymiana między kandydatami a Crowley, gdy Romney wytknął Obamie, że ten nie powiedział, że zabójstwo amerykańskiego ambasadora Bengazi było “aktem terroru.” Prezdydent zaś zaprzeczył i zapytał moderatorkę o zdanie. Crowley zrobiła jak to Amerykanie nazywają “real-time fact check,” i potwierdziła, że prezydent istotnie nazwał wydarzenia w Libii “aktem terroru” w dzień po ataku.

Prezydenccy kandydaci muszą być bardzo uważni gdy pokazywane w telewizji są ich interakcje z kobietami, by nie wyjść na protekcjonalnych. Romney chwilami traktował Crowley lekceważąco, raz nawet mówiąc, że NIE odpowie na jej pytanie, a wróci do czegoś co mówił wcześniej.

Kobiece wpadki Romneya mogą odbić się na poparciu segregatorów pełnych kobiet.

Trwa ładowanie komentarzy...